Witam serdecznie wszystkich, których internety zaprowadziły aż do tego miejsca. W tym miejscu chce spojrzeć na wiele spraw świeżym okiem, zmienić ludzkie spojrzenie na kwestię która, w dzisiejszych czasach jest bardzo mocno zaniedbana czyli kwestie zdrowotne ale ze sportowego i za jakiś czas również z fizjoterapeutycznego punktu widzenia. W każdym razie na imię mam Marcel jestem trenerem personalnym. Używam nicku Rile a swój ,wierzę że w przyszłości większy projekt nazywam Rile Athletics. Słowem wstępu kilka drobiazgów o mnie. Urodziłem się w 2000 roku może to wcale nie tak dawno ale życie pokazało mi drogę bardzo szybko, ale o tym za chwile. Wierze że mój wiek nie stanie na przeszkodzie żeby zmienić wasze spojrzenie i nastawienie na poruszane przeze mnie kwestię. Przez 10 lat grałem w koszykówkę zostając w tym czasie V-ce mistrzem polski Juniorów (do lat 18) wraz z zespołem Asseco (aktualnie Arki) Gdynia. Mam tez 1 Dan w Judo( trenuje odkąd skończyłem 4 lata) i planuje zostać fizjoterapeutą w przeciągu najbliższych kilku lat. Moja koszykarska kariera została przerwana przez niefortunny zbieg okoliczności który okazał się być bardzo złożoną sprawą. W Lutym 2018 roku kiedy koszykarsko wchodziłem na naprawdę wysoki pułap zerwałem więzadło stawu skokowego. Nie świadomie dokończyłem sezon który od tego momentu stał się pasmem nieszczęść. Po niecałych 2 tygodniach ( odbyłem w tym czasie 2 sesje treningowe z całym zespołem i zagrałem w sparingu treningowym) zdecydowałem się zagrać w meczu. Niestety nie minęło nawet 10 minut spotkania, a ja już zakończyłem swój udział ze względu na naciągnięcie ścięgien łączących łydkę ze stawem skokowym. Uraz dokuczał mi prawie dwa miesiące i chociaż nie wykluczał z gry to dość mocno dawał o sobie znać. Gdy sprawy wyszły na prostą przyszły problemy z kręgosłupem. Znowu podobny schemat kilka dni przerwy od normalnych sesji treningowych ale jeszcze kilka kolejnych dni uraz dawał o sobie znać. Przyszedł czas rozgrywek na szczeblu centralnym, a mój czas gry spadał ze względu na nie w pełni satysfakcjonującą grę, której jakość troszkę spadła w tym czasie. Półfinały wypadły bardzo dobrze i mieliśmy już upragniony awans do finałów. Wszystko w końcu wyszło na prostą. Wtedy przyszły jedne z najgorszych chwil w życiu. Pierwszy raz miałem jechać na finały mistrzostw polski w roli faworyta do mistrzostwa ( to był mój 2 występ w finałach w ogóle). Do Przemyśla wyjeżdżaliśmy w poniedziałek w nocy ponieważ turniej rozpoczynał się w środę a z Gdyni to jest parę godzin jazdy. Sobota 2 dni do wyjazdu- przedostatnia sesja treningowa. Zostało nie całe 10 minut. Mini gra która miała za zadanie przygotować nas na rozbijanie strefy. Penetracja. Pierwszy krok. I… straszliwy ból. Marzenia o mistrzostwie Polski uleciały gdzieś w powietrze. 5 minut do końca treningu i największe przekleństwo ostatnich miesięcy- skręcony staw skokowy. Miałem mniej niż 60 godzin żeby stanąć na nogi. Pamiętam ten moment kiedy wróciłem do domu położyłem się na łóżku. Ułożyłem nogę wyżej i po prostu rozpłakałem się. Sezon układał się od samego początku kiepsko dla mnie ale udawało się jakoś przezwyciężać te fatalne momenty. Rozpoczęła się walka z czasem. Na poniedziałkowym treningu musiałem być w pełni sprawny. Wszedłem na halę pół godziny wcześniej i zacząłem… biegać. Utykając z grymasem bólu na twarzy. Potem odbyłem pełna sesje i… Ostatecznie udało się pojechałem i przywiozłem medal. Grając w całym turnieju nieco ponad 7 minut. Moja kostka była wtedy w fatalnym stanie. Trener jak zobaczył kształt był przerażony. Naprawdę nie wyglądało to dobrze. Na szczęście sezon dobiegł końca. Wtedy przyszły wakacje i wizyty u lekarzy. Rokowania były fatalne. Pierwszy lekarz odrazu kierował na zabieg. Ciało wolne w stawie skokowym, torebka stawowa w pełni rozerwana, 2 więzadła do rekonstrukcji a to wszystko skutkuje nawykowym skręceniem stawu skokowego. Drugi lekarz powiedział to samo, ale bardziej optymistycznie. Powiedział ze po następnym sezonie ( wyszło to dopiero na przełomie lipca i sierpnia) załatwimy sprawę zabiegu. Jednak już 30 września skończył się mój sezon… Zabieg odbył się … 15 czerwca w moje 19ste urodziny. Do grania w koszykówkę wróciłem na jeszcze jeden sezon. Niestety musiałem się rozstać z Asseco Arką ze względu na politykę klubu zakładającą inwestycje w młodzież. Zostałem wypożyczony do zespołu który nie zakwalifikował się do mistrzostw Polski. Nie będę ukrywał ze chciałem tam jechać ale ważniejsze było to ze udowodniłem sobie ze mogę jeszcze grać w koszykówkę. Pierwsze mecze były ciężkie ale później grałem naprawdę fajnie. Były sugestie, że nie mogę tak po prostu skończyć, padły nawet słowa ze mógłbym zagrać w ekstraklasie za kilka lat jeśli będę dobrze się rozwijać i ciężko pracować. W tym momencie jednak w głowie była myśl, że zdrowie jest jedno a ja nie mam jeszcze nawet 20 lat. Wtedy już byłem pewien, że będę podążał ścieżką, którą pokazało mi życie. Teraz do meritum. Przez prawie 8 miesięcy miałem wystarczająco czasu żeby przemyśleć wszystko dokładnie i to nawet kilkukrotnie. Podczas rehabilitacji swoją drogą naprawdę dziękuje ludziom którzy się mną zajęli bo gdyby nie oni rokowania pierwszego lekarza by się sprawdziły i rzeczywiście miałbym problemy żeby normalnie chodzić, rozmawiałem z nimi na ten temat. Ich zadaniem jest sprawić żeby klient nie musiał już tam przychodzić. Nauczyć go rozwiązywać problem który ma. Wtedy tez ta lampka która paliła się długi czas nabrała kształt żarówki. Postanowiłem ze będę zmieniał ludzkie życie teraz jako trener personalny czy tez trener przygotowania motorycznego, a przyszłości wierzę, że również jako fizjoterapeuta. Chcę zmienić sposób pracy z dziećmi i młodzieżą żeby unikać podobnych sytuacji jak moja i co więcej edukować młodzież i dorosłych na temat zdrowych nawyków. To tyle jeżeli chodzi o początek także wielkie pozdro jeżeli dotarliście aż tutaj. Mogę zagwarantować, że nie zawiedziecie się jeżeli chodzi o treści którymi będę się z wami dzielił. Trzymajcie się.



